Słuchając po raz już chyba setny piosenki kończącej moje ulubione anime(Black Blood Brothers jakby ktoś nie wiedział:P), wpadłam w totalną melancholię.
Czasami zapewne nawet nie zdajemy sobie sprawę, jak bardzo muzyka wpływa na nasze życie. Jak potrafi wesprzeć, pocieszyć, przytulić, dodać energii, albo przelać swój smutek na nas. Muzyka potrafi być jak przyjaciel, wierny i oddany. Zawsze obecny.
Wg mnie najlepsze są utwory, które nie ważne ile przesłucham, za każdym razem odkrywam nowy element. Takie utwory się nie nudzą. Są po prostu genialne.
Patrząc z perspektywy czasu, w tym roku poznałam bardzo wiele genialnych zespołów. Zakochałam się w ostrym brzmieniu 36 Crazyfists, melodyjnym A Perfect Circle(teksty tego zespołu są genialne, co u dużo mówić, a za każdym razem można usłyszeć coś nowego w ich utworach), samotnym Earshot, wprost genialnym Eden Maine(czemu prawie nikt o nich nie słyszał?!Ja chcę ich płytę!!), niestety nieistniejącym już Five Pointe O(przy "Aspire,Inspire" po raz pierwszy "odleciałam", w takim sensie, że popłynęłam razem z melodią), genialny stary Killswitch Engage(ech, chciałabym żeby był stary skład), momentami dziwny MushroomHead, ale i do wokalu da się przyzwyczaić, Trivium!nic dodać. Ech no i jeszcze Ark Sano ze swoimi przeróbkami(wolę Evanescence w jego wydaniu), oraz The String Quartet(KoRn ma w końcu jakąś moc:D).No i również nastąpił rozkwit mojej miłości do Slipknota i Stone Sour.
Zastanawiam się momentami, dlaczego zespoły tak bardzo boją się stworzyć jakiś instrumentalny utwór? Np. melodia jest przepiękna, a tu wpada nagle koleś, zaczyna ryczeć czy durnie śpiewać i szlag trafia taki utwór. Co z tego, że utwór ma 15 minut, skoro przez 15 minut można posłuchać czegoś genialnego i pięknego. Większość odrzuca fakt, że utwór ma taką długość, a może takie są właśnie najpiękniejsze? Czasami zanim człowiek zdąży się wsłuchać, utwór się kończy. I gdzie tu radość ze słuchania? W instrumentalach niezawodny jest Cult of Luna i Kayo Dot. Jaką fantazję trzeba mieć i umiejętności, żeby w ciągu co najmniej 10 minut nie dać zasnąć słuchaczowi, a zaciekawić go. Da się, da.
Pozostaje też sprawa rodzaju muzyki. W zasadzie przez całe życie(życie rozpoczęło się od momentu słuchania porządnej muzyki)byłam potępiana, niezrozumiana, bo kochałam taki rodzaj muzyki a nie inny. Przekonywanie ludzi do metalu i innych odmian ostrzejszej muzyki nie wiele daje. W dalszym ciągu dla ludzi, którzy tego nie słuchają jesteś w pewnym sensie nic nie wart. Nawet nie mam co się tym przejmować, olewam to. Ale w utworach metalowych, rockowych, tam, gdzie wszyscy inni słyszą tylko jakieś buczenie i darcie ryja, czasami naprawdę można znaleźć głębię. Moc i magia utworu nie siedzi tylko w słowach, lecz również w samej muzyce. Fakt, niektóre zespoły to tylko darcie ryja, nic więcej. Dlatego czasem warto poświęcić się trochę i znaleźć to magiczne "coś" w zespole.
Ja swoich uzależnień muzycznych nie chcę zmieniać i nie będę. Za to was zapraszam do drobnych eksperymentów. Może odkryjecie jakiś fascynujący i wspaniały zespół:) A wy wypisujcie co najbardziej lubicie słuchać.
Näkemiin:)
Name:


Komentarze:

03.01.2007 :: 00:44 :: 84.40.208.131
~$~
najważniejsze w słuchaniu muzyki jest podróż, nie wolno stać w miejscu, muzyka jest jak woda, trzeba być ciągle w strumieniu obmywającym zmysły, muzyka jest jak rzeka, odbija w sobie obrazy ale sama nie jest obrazem, muzyka jest jak vector, zawieszona w przestrzeni nic nie znaczy, ale zaczepiony i skierowany nabiera znaczenia, muzyka jest jak wino, zamknięte w butelce ładnie wygląda ale płynące w żyłach powoduje vertigo, muzyka jest jak pocałunek dla ust i jak kamień w bucie, muzyka jest jak korkociąg do butelki, jest jak warunek konieczny i wystarczający, jak 30 lutego, jak krew z nosa, jak opuszki palców, jak pierwsze i ostatnie uderzenie serca, jak czyściec, jak zdarta skóra na łokciu, jak Słońce zaraz przed świtem i tuż po zmierzchu, jak pęknięta płyta chodnikowa, jak mokra zapałka, jak krawędź kartki..

30.12.2006 :: 22:15 :: 87.239.29.17
luinnar
Neme Ty wiesz: Pidżama Porno RZĄDZI :D