Do you know the pain of living without a dream?


The past is real
2006
XII

2007
I
II
IV
V


Anioł i demony
Ziom
Luinnar
Blood


Promienie księżyca
last.fm
Mój profil na last.fm
Pablo, Bundz i ZŁO
Forum Z-Krypt
Jeordie White
A Perfect Circle
Naruto
Hatake Kakashi
Polska strona o Naruto
Tapety



Lost heaven


Link 12.06.2007 :: 00:06 Komentuj (5)
Ta notka jest spowodowana ostatnimi dniami, tym co się działo, albo też tym co się nie działo. Dla was.
W piątek postanowiłam zrobić sobie wolne, posiedzieć w domu, nigdzie nie wychodzić i zrelaksować się trochę. Skończyło się na wyłączeniu gadu, odcięcia się od świata, nie odbieraniu smsów, unikaniu kogokolwiek. Miało to trwać dłużej, ale przez 2 osoby skończyło się na milczeniu w poniedziałek.
A co się działo?Na sobotni egzamin weszłam bez strachu, lęku, całkowicie spokojnie.Dlaczego? Bo miałam koszmarnie potężnego doła. W piątek zdałam sobie sprawę, że cokolwiek nie zrobię, jakkolwiek ciężko będę się uczyć to zawsze będę z tyłu, za wszystkimi, zawsze będę dostawała tróje, zawsze z ledwością będę zdawała i patrzyła się na piątki innych. Zawsze.
Do tego doszła świadomość, że jeszcze ze 2 tygodnie zostanę studentką po czym mnie wywalą, obojętność niektórych osób i brak tej, która mnie przytuli. W sobotę po egzaminie jeszcze bardziej się to pogorszyło, ale nikt nie zauważył, więc było ok, prawda?
A ja spadałam coraz niżej, dochodząc do wniosku, że już niedługo, że już wkrótce skończę to wszystko, na zawsze...Nie powiem, że ta myśl minęła, bo dalej jest. Jest jakby podporą, ze jak wszystko się spierdoli na raz, zawsze zostanie mi to jedne, ostateczne wyjście.
Podczas tych dwóch dni, jedynie dwie osoby mimo wszystko przypominały mi o sobie, wysyłając smsy i sygnały. Chociaż wmawiałam sobie, że robią to z nudów.
Dziś(w poniedziałek znaczy)o dziwo wstałam kompletnie zdołowana, poszłam na angielski, a po nim usłyszałam, że gdyby nie to, że jestem kobietą to Łukasz przywaliłby mi. Ja wiem za co. Ale i tak by to nic nie dało. Potem spędziłam miłe godziny, smutek jakoś prysnął. Postanowiłam włączyć jednak gadu.
Po włączeniu, nie nie zostałam zasypana wiadomościami. Było ich niewiele. A w sumie najdramatyczniejsza była Michała, który też jako pierwszy przypomniał sobie o moim istnieniu.
Znowu się potężnie zdołowałam.Dałam jakiś okrutny opis i poszłam, żeby zaraz wrócić i przeczytać wiadomość od Michała, który jak zwykle potrafi mi mentalnie dojebać. Co na plus liczę oczywiście:P Co było dalej nie będę pisać, bo to dane osoby wiedzą, ale wszystko byłoby inaczej, gdyby nie...!
Gdyby nie to, że mam przyjaciół, owszem, ale tylko na gadu. Tylko na gadu ktoś potrafi mnie przytulić gdy jest źle, tylko na gadu ktoś potrafi mnie wysłuchać, tylko na gadu ktoś potrafi mi napisać, że się liczę, że mnie lubi, że jest moim przyjacielem. Bo poza gadu, nigdy nie ma nikogo. Ja nagle przestaje istnieć, traktuje się mnie jak powietrze, jak nic. A nie przyszło wam to kiedyś do głowy, że byłoby mi lepiej, że nie miałabym tyle tych dołów, gdyby ktoś do jasnej cholery przytulił mnie tak normalnie i powiedział, że będzie ok. Po prostu to zrobił, spontanicznie, tak od siebie, nie jak ja o to poproszę!Nikt mi nie powie,że mnie lubi, że jest moim przyjaciele tak od siebie!Nikt!Zawsze muszę to wymuszać swoimi opisami, tym co piszę!Tak na prawdę mogę poczuć, że coś dla was znaczę tylko i wyłącznie jeśli mam smutny opis, nie odzywam się zostawiając jakiś tragiczny opis, pisząc rzeczy o śmierci, tylko wtedy mogę przeczytać wasze wyznania jak bardzo jestem dla was ważna. Tylko wtedy.
Tak jak teraz, jak znów włączyłam gadu mogłam się przekonać, ze ktoś za mną tęsknił, że ktoś się o mnie martwił, bał się. I dlaczego?Bo się nie odzywałam zostawiając tragiczny opis. Czy to ma mi dać do myślenia kim naprawdę dla was jestem?Albo kim może nie jestem.
Aktualnie znalazłam siły dla jednej osoby, która ostatnio zrobiła mi się cholernie bliska, bo tylko on mnie wspiera, przez gadu, bo nie ma jak inaczej. Dziękuję Michał:* Za wszystko i za to, że jesteś i również dla mnie:)

A tak w zasadzie nie mam pojęcia dla kogo to pisze. Wiem, że jedyną osobą, która to przeczyta będzie właśnie Michał. Nie wiem, ten cały blog chyba piszę tylko dla niego i dla siebie. Mam takie odczucie ostatnio.