Do you know the pain of living without a dream?


The past is real
2006
XII

2007
I
II
IV
V


Anioł i demony
Ziom
Luinnar
Blood
Barteczeq


Promienie księżyca
last.fm
Mój profil na last.fm
A Perfect Circle
Hatake Kakashi



I won't let go...


Link 16.10.2008 :: 19:05 Komentuj (3)
Podczas spacerów z psem zadziwiające jest to, jak nagle człowiek ma wiele czasu by pomyśleć i zastanowić się nad tym lub owym.

Sami wiemy jak nie ubłagalnie płynie czas. Wszystko idzie do przodu, wszystko się zmienia. I rzeczy, i my, i nasze uczucia, nasz fascynacje, miłoście, i w końcu nasze przyjaźnie. Swoich prawdziwych przyjaciół poznałam dopiero na studiach. wcześniej myślałam, że już mam przyjaciół, lecz dopiero z upływem czasu, człowiek jest w stanie przekonać się jak bardzo się mylił, jak bardzo wszystko może się rozwalić.
Aby przyjaźń była dłuższa niż na parę chwil, trzeba w to włożyć pewne rzeczy : zrozumienie, wyrozumiałość, czasem złość, czasem miłość siostrzaną, braterską. Czasem trzeba się rozstać z ta osobą, aby dopiero później zdać sobie sprawę z tego, co się straciło. Ale my sami jedynie wiemy, co potrzeba aby nasza przyjaźń była trwała i zniosła wszystko, co może ją spotkać.
Czasem również przychodzą takie chwili, gdy jesteśmy tak bardzo kimś zauroczeni, że dla reszty świata nie znajdujemy już czasu. Blood mi kiedyś powiedział, że z jego przyjaciółmi jest tak samo, gdy już mają kogoś zaczynają się oddalać, mieć coraz mniej czasu dla innych. Byłam taka sama. Wiecznie zaganiania, rzadko bywałam na dłużej w domu. Dwie osoby mi się jedynie żaliły z tego stanu rzeczy. Do tej pory nie uznaje pretensji jednej osoby, a ta druga...
Wiele razy rozczarowałam się pod względem "przyjaciół". Dopiero później się odkrywało, że ludzie, którym sie ufało, się już nie interesują, że przestało im zależeć, albo osoba trzecia zniszczyła to, co było. To smutne. To smutne też jak łatwo można coś zepsuć, wręcz doszczętnie rozwalić, zniszczyć.
Ostatnio myślałam nad tym jak popsuły sie moje relacje z niektórymi osobami i jak bardzo mi ich brakuje.
Nie wspomnę o dwóch osobach, które były moimi przyjaciółmi, lecz za którymi już nie tęsknie. Czasem zaufania nie da się już odzyskać, a o przyjaźń trzeba również walczyć, aby ktoś z zewnątrz niczego nie popsuł. Widać, im nie zależało. Z jednej strony mi przykro, z drugiej, może po prostu byłam zbyt naiwna oferując swoje zaufanie i owa przyjaźń z mojej strony.
Lecz wspominam te osoby z którymi kontakt mi się całkiem rozwalił, a żałuję tego. Jak to pisał Szpajk, "jedno jest zepsute, drugie naprawiam" (nie do końca tak to było, ale sens chyba pozostał).
Czasem brakuje mi tych rozmów na gadu z Nim, tego wygłupiania się, tego jak pisał, mówił do mnie "Nemcia", myślałam kiedyś, że może choć trochę się rozumiemy. Czas jednak pokazał, że się myliłam. Brakuje mi tego, ale niektórych rzeczy się nie da cofnąć, a niektórych rzeczy ja nie chcę cofać, bo zrobiłabym jeszcze raz tak samo.
A co do Ciebie, Michałku, zerwał mi się kontakt z Tobą, w tym tak trudnym okresie, gdy w domu byłam prawie że gościem. Ostatnio postanowiłam to naprawić. Chciałabym żeby było jak dawniej, bo cholera tęsknie za tymi naszymi durnymi rozmowami, pełnymi wulgaryzmów, zboczonych tematów, uszczypliwości, a jednocześnie troski o siebie nawzajem. Wiem, że te rozmowy już nie będą takie same (wiesz z jakich względów:P), ale brakuje mi Twojej obecności w moim życiu:)

Ostatnio też pojawiła się nowa osoba, którą polubiłam, z która lubię rozmawiać, może i kiedyś będę lubić przebywać w jego towarzystwie. Czas pokaże, chociaż... czasem o zwykłą znajomość też trzeba bardzo zadbać. A kto to wie, czy czasem to nie jest po prostu jednostronne. I naiwne z mojej strony. Bo czasem chciałabym, żeby on też ucieszył się z tego, że ja się odezwę...a może za dużo bym chciała...

Ostatnio też Łukasz pomógł mi zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. Mianowicie z tego, iż chyba całkiem nieświadomie dorobiłam się przyjaciela, a nawet o tym nie wiedziałam. Od początku traktowałam go jak starszego brata. Momentami, w tych gorszych momentach, jak przyjaciela, który pomagał mi jakoś przetrwać nieustanne kryzysy. Potem się coś zepsuło, padło, ale teraz, mimo, że jest okropny, zdałam sobie sprawę, że jakoś źle mi na duszy, gdy sobie chociaż na chwilę z nim nie pogadam. Ot, takie dziwne. Podobno przecież w rodzeństwie tworzą się naprawdę silne więzi. Może to i racja, bo jakoś ta przyjaźń między nami dała sobie radę przez te burze, braki czasu. Taką przyjaźń mogę porównać jedynie z jedną, która tak samo przetrwała pseudo kłótnie i niezrozumienie. Może to te prawdziwe przyjaźnie?
Niektórzy się ze mną nie zgodzą, ale istnieje przyjaźń między kobietą, a mężczyzną bez miłości. To jedna z niewielu rzeczy, których jestem pewna w życiu.

P.S. Dzięki Michałku za przypomnienie jak kiedyś nazywałam Łukasza:P Buziaki dla was dwóch :* :*.
Tak wiem, to ja jestem okropna, nie Ty Szpajk :P


For Pegasus!


Link 03.10.2008 :: 19:37 Komentuj (6)
Na początek powiem : pfff! Jak można obrażać moje nowe papcie! Jesteś okropny pseudo starszy bracie :P Jak zwykle :P

Tak w sumie to mi smętnie. Został mi tylko Szpajk, żeby go męczyć, bo nie ma dwóch moich eeee hmmmm, ulubieńców, o tak, to dobre słowo : ) Ale, wielu z was pewnie nie wierzyło, że jeszcze napiszę notkę, o wy podli! Macie za karę kolejną bezsensowną notkę, buhaha. Wyżyje się dziś na waszym poczuciu estetyki i moralności i na psychikę też zajadę, a co. Właśnie sobie słucham nowego Trivium, ale kurcze, Matt był kiedyś taki ładny, miał krótsze włosy, a teraz, fuuuj, mógłby się obciąć. „Kiedyś Wojtek zgubił się w trawie, bo nie chciał iść dalej.” A w ogóle wiecie jaki Kain jest milusi w BO2. „I fuck the spiders on the walls.”
Macie zrytą psychikę i w ogóle jesteście okropni. Przez was bunny płacze.
Niestety dzisiaj nie będzie tak żałośnie jakbym chciała, żeby było :P „I fuck the candles in the shelf. When I’m alone I fuck myself.” Tak moi drodzy, właśnie tak.
A tak na serio, zaczął się kolejny rok akademicki niestety. Zero przedmiotów medialnych, sama teoria i zajęcia do późna:/ Ja chcę wakacje. Albo przynajmniej znowu studia na licencjacie. Jak bardzo by się chciało czasem przedłużyć czas, nie starzeć się tak szybko (jaka ja już stara jestem, omg). Chociaż patrząc na niektórych, cieszę się z wieku jaki posiadam :P
No ok., teraz myślę, że po tej refleksji ta notka jest już wystarczająco beznadziejna;]

P.S. Dziękuję wszystkim zebranym : Szpajkowi za to, że jest okropny i za to, że jest okropnym starszym bratem i za to, że również jest moim ulubieńcem mimo ze jest okropny, moim papciom, ooo Foksik się pojawił na gadu, do pełni szczęścia brakuje jeszcze jednego ulubieńca, który mi się gdzieś zagubił. Buuu. Kissu kissu moi drodzy :*:* :P


Like a stone


Link 25.09.2008 :: 15:31 Komentuj (3)
Często wokół siebie słyszę jak ludzie się poddają. Jak poddają siebie. "Jestem do niczego", "Mam tego dość", "Już jest dla mnie za późno"...Długo myślałam nad tym jaka będzie moja pierwsza notka, którą napiszę po prawie rocznej przerwie. I chyba jednak wygrało to.

Wydaje mi sie, że młodzi ludzie, może nawet nie tylko ta z wiekiem 15-16, ale i ta starsza, a młodsza duchem, są coraz słabsi psychicznie. Zaliczają wzloty i upadki, ale bardziej upadki. I bardziej odciska się to na ich psychice. Nie umieją sobie poradzić ze sobą, z otoczeniem, z innymi ludźmi i wówczas coraz bardziej się zamykają w sobie i twierdzą, że dla nich jest już za późno. Nie będę tu aż taką hipokrytką, bo kiedyś (może i nawet teraz) byłam taka sama.Wtedy to ja smęciłam innym, dawałam masakrystyczne opisy, tylko dlatego, żeby mi ulżyło. Teraz jak sama widzę takie opisy, mam ochotę usunąć tą osobę z listy znajomych. Ot tak, aby mnie to nie denerwowało. Wracając jednak do główniejszego tematu, ile to razy powiedzieliśmy coś nieprzyjemnego innej osobie tylko dlatego, że nas zdenerwowała, albo od tak, z czystej, złośliwej satysfakcji. Nikt z nas nie zwraca uwagi jak bardzo słowa mogą wpłynąć na drugą osobę. Podnieść w górę, pocieszyć, albo dobić do dna, zmiażdżyć. Potem nie interesuje nas, co będzie dalej, bo słowa już zostały wypowiedziane. Czy ktoś z was zastanawiał się kiedyś jak zwykłe słowa potrafią zniszczyć kogoś? Znaczna większość osób(jeśli nie wszyscy) cierpi, nie radzi sobie z tym wszystkim, tylko dlatego, że ktoś kiedyś powiedział to,tamto, a to w nas tkwi. I często nie może znaleźć ujścia.
Od pewnego czasu krąży dowcip, że nie ma prawdziwych emo, bo już sie zabili. Bardzo śmieszne? Dla mnie nie. Bo co innego stworzona niedawno subkultura emo, a co innego ludzie, którzy naprawdę mają problemy i potrzebują pomocy. ostatnio wszyscy ładują ich do jednego worka, żeby móc się z czegoś naśmiewać. Czy też byście się tak śmiali, gdyby ktoś wam bliski popełnił samobójstwo? W końcu samobójstwo popełniają tylko emo. Niedorzeczność. Czytałam kiedyś wypowiedź Angeliny Jolie, która to opowiadała o swoich przeżyciach związanych z okaleczaniem się. Nie wspomnę o doprawdy dennych komentarzach poniżej, ale Jolie znała problem, bo sama miała ten problem i wie, że takim ludziom należy pomagać.Da się odróżnić osobę, która naprawdę ma problemy, od takiej, która robi wszystko żeby się dobrze bawić i zwrócić tym samym uwagę innych na siebie.
Ludzi bardzo łatwo jest zniszczyć, ale podnieść do góry jest o wiele ciężej.
I tak zazwyczaj wszyscy jesteśmy hipokrytami, w taki czy inny sposób.


P.S. Tak wiem, nie pisałam długo, wiem, no i?:P Blog stoi, nie skasowali mi go jeszcze. Mam nadzieje zmienić kiedyś ten layout, bo mnie denerwuje. Na razie cieszcie oczy królisiem :P


Silence!I kill you!


Link 07.10.2007 :: 21:31 Komentuj (5)
Tak patrze na ten cholerny layout i strasznie się w tym zapuściłam. Nic z tym nie robie chociaż sobie obiecuje, ale mam przynajmniej wiarygodne wymówki!:D

Nowy komputer, to jak przeprowadzka do nowego mieszkania. Wszystko nowe i trzeba się zagospodarować. Gdyby wszystko polegało na poukładaniu to cudownie by było, ale nie jest. Mnóstwo nerwów o byle co, a to jeszcze nie koniec. Dodatkowo jeszcze niby zabawne hasła na temat Visty. Mnie to tez kiedyś bawiło, ale przestało. Ale nie ma to, jak dobić leżącego,nie?:) Ale w sumie, prawie przez cały tydzień programista w domu, woooow:D Ech, i nagrywarka dvd:)
Siedzę tak teraz z Konem. Miziam go, bo nie mam kogo:P
Ostatnimi czasy straszny zamęt mi się zrobił w życiu. Wszystko jakoś do tej pory było negatywnie stabilne, aż jakoś, ostatnimi czasy...
I pomyśleć, że gdybym pojechała na Chatkon, to teraz tego wszystkiego by nie było. Dużo bym straciła, bardzo dużo. Może nie straciła, ale na pewno nic nie zyskała.
Wczoraj spędziłam wieczór z ludźmi, których praktycznie nie znałam(ale dzięki Allachowi, ze przynajmniej wiedziałam o czym mówią), ale czułam się tak dobrze w ich towarzystwie, jakbym znała ich co najmniej z miesiąc. I może był jeszcze jeden powód dla którego tak dobrze się czułam:)
Cholera, jakaś dziwna ta notka:P To przez Deftonesów. Chyba udzielił mi się nastrój "Passenger'a". To ja może już zakończę:P
Aaaaaa!Jak mogłam zapomnieć o filmie "Wild hogs", czyli cała prawda o programistach:P
Dobra, ide wymiziać mojego Kona:P Zajebistego misia dostałam!:D


"Pijesz","Pije osoba naprzeciwko","Pijesz x kieliszków..."


Link 23.09.2007 :: 20:19 Komentuj (2)
Jak to ktoś stwierdził imprezy u Grześka są zawsze niezapomniane. Oj tak! Chociaż w sumie ta chyba pobiła wszystkie na których byłam, ale na drugim miejscu plasuje się impreza z akcją z drzwiami:P Do tej pory jak widzę te drzwi to odczuwam pewnego rodzaju sentyment:P
Nie będę się tu rozwodzić dokładnie co się działo, bo mi się nie chce pisać. Ale działo się;] Ale do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że po raz kolejny nie zwinęłam plakatu Slipknota Grześkowi:P Ostatnio zarzekałam się,że to ja będę gryźć, ale okazało sie, że to na mnie Sebastian zostawił ślady swoich zębów. Bardzo wyraźne ślady!:P Oprócz tego nie wybaczę Ci jeszcze tego grania na harmonii! To było straszne, chociaż żałujcie, że nie słyszeliście. Byłaby z tego naprawdę genialna ścieżka dźwiękowa do filmów Hitchcocka;] Za to czeka Cię ciężki tydzień w pracy:D
A w ogóle nie rozumiem czemu niektórzy rzucają się na moje rzeczy ze Slipknotem. Najpierw kiedyś Seba zainteresował sie moim szalikiem, teraz Paweł moją frotkę.Kupić wam na święta czy co?:P W każdym razie dziękuję tym, którzy mnie zawlekli do pokoju. Że też nie pamiętać takiego momentu, cholera:P Ale było przyjemnie, było miło,a Grzesiek ma fajnego psa!:P
Ale nie o tym też miało dziś być. Znaczy nie tylko o tym.
Brat wyjechał, znowu zrobiła się jakaś pustka. A już było tak jak kiedyś. Ale, ale stopniowo coś się we mnie zaczyna odwracać. Znowu zaczynam sobie wmawiać, że będzie dobrze, że sobie poradzę. Zaczynam też znowu dostrzegać, że otaczają mnie niesamowicie i wspaniali ludzie. A to ważne.
Ostatnio też dzięki pewnej osobie zaczynam, znów, nie wątpić w to, że jestem inteligentna, zabawna i takie tam i że nie muszę mieć kompleksów dlatego, że mam mniejszy biust niż Matsumoto:P Chociaż też mam coraz bardziej wrażenie, że strasznie się przed nim błaźnie i wychodzę na totalną kretynkę. Cóż. Ale jest wredna nadzieja, że może wkrótce będzie ok.
Na koniec zamieszczam wam alternatywną wersję hasła reklamowego karty Mastercard
"Niektóre kobiety są bezcenne, za wszystkie inne zapłacisz kartą Mastercard" oraz jeszcze jedno ważne zdanie "Komplement powiedziany kobiecie na trzeźwo liczy się podwójnie."
To by było na tyle.A pożegnam was fragmentem pewnej piosenki:
Oto nadciągają cumulusy
Chyba rozumiesz co to znaczy.
Szatan!Szatan!Szatan!Szatan!Oł jeee!^^

P.S. Garfilt, tak Bleach jest ZAJEBISTYM anime:P


My hands are like fluffy!I'm SOFT!


Link 05.09.2007 :: 14:15 Komentuj (9)
Hehe,ładny tytuł notki, no nie?;] Kon rządzi^^
Dziś notka będzie tak mieszana, bo parę spraw jakoś sie złożyło. Długo też nie miałam pomysłu co napisać. Bo niby zarys był, ale jak przychodziło co do czego to pusto.
Pierwsza rzecz to to,że mój brat przylatuje w sobotę!^^ Ale się cholernie ciesze. Będzie po trochu jak za starych czasów, chociażby na te kilka dni,ale będzie:)Jak pomyślę o tym to aż się ciepło robi ze szczęścia:)
Druga rzecz-BLEACH
XD Zapomniałam już jak to jest jak się oglądała anime do upadłego, kilkadziesiąt epków na dzień, z nikim się nie gada, tylko ogląda. Wchodzi się w ten świat, żyje się w nim, przyjaźni się z bohaterami i separuje od rzeczywistości. Zapomniałam jak bardzo anime i gry potrafią odseparować człowieka od rzeczywistości. Jak oglądając można mieć gdzieś otaczający świat, ból,smutek. Tylko, ze człowiek wtedy w sumie trochę dziczeje, przynajmniej ja.Ale mi z tym dobrze.
Mimo wszystko "Bleach" jest lepszy od "Naruto", ale mnie to nie przeszkadza:) Ja mogę to oglądać nawet tylko i wyłącznie z powodu Kakashiego i nie będzie mi to ani trochę przeszkadzać.A w Bleachu,hmm, jest Kon(boski!),Ichi,nawet Ishida(w końcu głos Saske;) i Renji(mró!!!!!!)i Kućki:D Jest na co popatrzeć, jest się z czego pośmiać(czasami wybitnie z czego!:D), wiec jest the best!;)I bez spoilerów mi tu!:P Wiec za niedługo fota na przedzie się pewnie zmieni na co innego:)
A trzecia kwestia,hmmm, tu trochę komplikacji. Bo ostatnio zastanawiałam się jak bardzo możemy mylić się w stosunku do drugiego człowieka. Jak możemy go poznawać po czym okazuje się,że jak doszliśmy w tym poznawaniu już tak daleko to to co zobaczyliśmy nie okazało się takie piękne,tylko szkaradne i złe.
Czy można powiedzieć, że się zna drugiego człowieka?Nawet po iluś tam latach, czy można powiedzieć,że się zna? Według mnie nie. Nigdy. Można powiedzieć, że się zna, w niektórych kwestiach, ale tak ogólnie to mówienie takie jest bezpodstawne, bo nawet nie ma się na czym oprzeć.
Może nam się wydawać, że znamy drugą osobę. Ale "znanie" będzie również zależne od tego co dana osoba chce nam pokazać, co chce odkryć. Ludzie noszą maski, wiele masek. Czasami nawet nie wiemy jak wiele ich jest, dopóki nie ujrzymy wszystkich. Może być również tak, że przez całe życie nie zobaczymy tej prawdziwej twarzy. Czasami może to i dobrze. Bo dobrze sie żyje w złudzeniach. W złudzeniach, że coś jest prawdziwe i że jest naprawdę takie jakie widzimy. Choć czasem tak bardzo się można mylić.


It's never too late...


Link 21.08.2007 :: 15:35 Komentuj (2)
Czasami na niektóre rzeczy jest za późno. Na wybaczenie, zrozumienie, życie, uratowanie życia. Jak to pisał R. Wojaczek "...i życie, które spóźniło się na śmierć"
Ponoć mój blog jest smutny. A może to ja nie potrafię się już cieszyć, a może nigdy nie byłam stworzona do tego, żeby odczuwać niczym nie zmąconą radość. Może już zapomniałam jak to jest cieszyć się z czegoś, uśmiechać się tak normalnie, naturalnie, nie na pokaz. Bzdury gadam, nie? Tylko czasami bliskość najdroższych sercu osób już nie pomaga, myśl o tym,że są już nie goi ran. Myśli kierują się w jedną stronę, a oczy widzą tylko ciemność- samotną, zimną i krwawą. A serce już dawno umarło od wychłodzenia i izolacji. Czasami jak człowiek się zamknie w swojej własnej klatce, otoczy murem, którego on sam nawet nie będzie mógł zburzyć, to zaczyna płowieć, znikać, obracać się w pył. A przed ostatecznym zniknięciem nawet sie nie dowie co to znaczy miłość, zaufanie, przyjaźń.
Wyrazy, zdania, słowa mają to do siebie, że często tworzą kłamstwa, całą ich sieć. I nie zawsze można sie z niej wydostać. Czasami chce się na siłę wierzyć, że te słowa to prawda. Ludzi pragnących zaufania, akceptacji, miłości, przyjaźni można tak łatwo okłamać.
Czasami rodzą się ludzie nie zdolni do życia. Oni szybko zmierzają ku przepaści, bo coś ich pcha, bo nie umieją żyć, bo na każdym kroku widzą śmierć.
Zapomnienie jest dobre. Gdy wszyscy wokół zapominają jest łatwiej, lepiej odchodzić. "Sometimes goodbyes it's only way"
Nie jestem jak narkotyk. Ode mnie nie można się uzależnić i można beze mnie żyć.
Jak to śpiewa Three Days Grace:
"Even if I say
It'll be alright
Still I hear you say
You want to end your life"

Kto pomoże to przetrwać i uchronić mnie od siebie samej...
"Niepożądane myśli, klęska wiary, fale strachu..."


I've been cursed


Link 07.08.2007 :: 22:43 Komentuj (0)
Ostatnio moje notki nie są optymistyczne, nie? Tak jakby kiedykolwiek były. Ostatnio czuję jak się znowu wszystko sypie, tak powoli. Znowu wpadłam do dziwnego dołu z którego ciężko wyjść. Do tego ostatnio problemy osoby, która jest mi bardzo bliska i dlatego mnie też boli, jeśli on cierpi.Wiem, że mam was, co nie zmienia faktu,że jest mi źle i do tego odczuwam swoją mierność i beznadziejność na każdym kroku, w każdej mojej myśli i całym sobą. Czasami już mi brakuje sił, żeby wywołać uśmiech, który zadowoli innych. Tak brakuje mi teraz kogoś kto przytuli, a nie będzie bił i sprawdzał czy równo puchnie. A poczucie "comfortably numb" ostatnio chroni mnie przed całkowitym i ostatecznym poddaniem się. Potrafi jak nic stłumić wszystkie uczucia i zostawić mnie otępiałą na wszystko. Teraz został ból i smutek, który wziął się z niczego. Tylko, że zawsze tak jest i tak zostanie.
Napisałam ostatnio wstęp do opowiadania. Michałowi się spodobało, Bartkowi też, ale ktoś wyraził inną opinię na to co napisałam. Trzy tygodnie temu jakby mi ktoś tak napisał na temat tego co stworzyłam stwierdziłabym "Odchrzań się. Mi się podoba, innym też, więc jeśli coś ci nie pasuje to nie czytaj."Tak bym pewnie pomyślała, a teraz ta opinia mnie dobiła. Już nie wiem co mam pisać i jak i czy warto.Pogubiłam sie.Boku wa michi wo nakushi.
Bo zawsze tak jest, że staram się dla innych, nie dla siebie. Staram sie spełniać ambicje innych, tak bardzo staram się, żeby byli zadowoleni. I nigdy nie wychodzi, nigdy nie wyszło. Bo zawsze był ktoś inny lepszy, bo nie zrobiłam tego dobrze.Ale ja wciąż się staram i wciąż nie wychodzi i wciąż wszyscy wokół sa mną rozczarowani. Dlatego też myślę, że rola jaką dostałam na larpie jest nieodpowiednia dla mnie. Znowu wszystkich wokół zawiodę. We mnie nie warto wierzyć, bo można się TYLKO rozczarować.
Nie robie nic dla siebie, bo według mnie nie warto, nie dla mnie. Wiem, smęce, ale postarajcie się zrozumieć, że, a zresztą nieważne.
Ten wpis zakończę wypowiedzią Gaary"...for what reason do I exist and am I alive?"
Sumimasen


Alone I stand. Together we fall apart


Link 24.07.2007 :: 21:23 Komentuj (1)
Zamiast pisać artykuł na temat alkoholików, to zachciało mi sie napisać notkę.
Jakoś tak od wczoraj złapałam doła, a też muszę się pochwalić, że w sumie od miesiąca nie miałam doła:) To chyba mój rekord. Ale czasami dobrze jest sobie popłakać, wylać te łzy, dać wypłynąć uczuciom na zewnątrz.
Właśnie leci Linkin Park "In pieces", tak się czasami czuję, w kawałkach. Ostatnio napadła mnie myśl, w zasadzie uczucie, że idę przez życie jak kretynka z wielkim uśmiechem na twarzy. Z tym uśmiechem czuję się jak idiotka.
Ale, już od dawna dręczy mnie inna myśl. Dręczy mnie to, że nie potrafię kogokolwiek obdarzyć uczuciem. Inni się tak po prostu zakochują, ryzykują, a ja...A ja czuję jakbym w ogóle nie posiadała uczuć dla kogoś innego niż przyjaciel. To smutne, że potrafię obdarzyć uczuciem postać/osobę, której prawdziwy jest tylko głos.
Luinnar kiedyś napisał mi, że ja się po prostu boję. Trochę w tym prawdy, ale jak wierzyć, jak się nie bać czegoś czego się nigdy nie czuło? Nie wspominając o tym, że mam defekt, który nie znika. Czasami mi się tylko wydaje, że go nie ma. Ale jest i sprawia, że nie dopuszczam nikogo do siebie, ani nie popycham siebie w kierunku innych. W sumie taka pozycja zachowawcza, która bynajmniej nie jest dobra.
Czasami mam ochotę wziąć jakiś młotek i wybić sobie to z głowy, albo wypruć serce. Jeśli je jeszcze w ogóle mam. A nawet jeśli się bardzo chce to zmiany, w moim przypadku, nie są możliwe. Czasami tak bardzo bym pragnęła być zimną, lodowatą suką. Tylko, że nawet ja sobie tak mówię, to dalej nie jestem takim typem osoby.
Czasami brakuje kogoś, kto będzie blisko, a jak przychodzi co do czego, to wzbraniam się, uciekam, chowam się w sobie, zaczynam nienawidzić.
I już totalnie nie wiem jak mam przeciw temu działać.
Mam nadzieję, że samotność mnie z tego wyleczy. Myślicie, że wyleczy? Czy w ogóle jest na to jakieś lekarstwo? Czy do końca życia będę żyła w samotności poprzeplatanej gdzieniegdzie nieudanymi związkami. Jeśli do takowych kiedyś jeszcze dojdzie.


I'm back^^


Link 19.07.2007 :: 16:51 Komentuj (2)
Cóż, wróciłam. To nic, ze parę dni temu, ale dopiero teraz mam czas. Przez całe dnie, latanie, ganianie, dziw, ze jeszcze mam czas, żeby spać.
Ale może przejdę do sedna tego co chcę napisać. W niedziele rano, jak jeszcze byłam u brata to gdyby nie fakt, że miałam wykupiony ten cholerny bilet-zostałabym. Ze względu na kraj, brata, może kogoś jeszcze. Wiem, ze tam wrócę, muszę, chcę! Bo to będzie trochę jak powrót do domu, bo tam jest w połowie mój dom, bo tam jest mój brat.
Zamieszczam tu
link do pliku tekstowego(12 stron:P), który dzień po dniu opisuje co się u mnie działo.
Jako, ze jeszcze dużo tam filmów oglądałam, postanowiłam wam tu zamieścić parę mini recenzji:)
*The descent- horror.W sumie może być,ale też nic nadzwyczajnego. Kończy się ponuro i źle, jedyny plus:D

*Team Amercia-jeden wielki LOL.Robili to twórcy South Park-u, więc niepoprawność polityczna jest jak najbardziej.Naprawdę polecam, boki zrywać.

*Identity- w sumie nie bardzo wiem o co tam chodziło, bo mnie Iza zagadywała, ale z tego co zauważyłam to trochę schiznięty, a końcówka zaskakująca, ale w sumie można obejrzeć.

*House of wax-XD Fajny, fajny nie ma co, zwłaszcza jak się wszystko topi. Jeden z tych, który zabijał to jak widziałam to połączenie wokalisty Earshota z którymś ze Slipknota, ale faaajny:D Ogólnie horror, nie aż tak najgorszy, ale i nie najlepszy.W sumie można obejrzeć i popatrzeć jak zrobili niektóre rzeczy.A i uwaga, "gra"tam Paris Hilton.Dali jej genialną scenę śmierci:D Aż miło było patrzeć jak...no sami zobaczcie;)

*Catwoman- mmmmrrr, można by rzec, prawie same koty.W sumie nic specjalnego.

*Silent Hill-łłłuuuaaaa!Polecam.Zajebiste efekty, szczególnie jak nadchodzi Darkness.No i w sumie o zakończeniu można by podyskutować.A scena, gdzie obdarto kobietę ze skóry, albo przypiekanie, no mmmmm:D

*Płytko pod ziemią/shallow ground-jak już wspomniałam goły młodzieniec, cały we krwi,mmmm:D Ogólnie film, no krew się tam leje naprawdę strumieniami i w sumie, nic szczególnego.Oprócz tego chłopaczka:D

*Yu Yu Hakusho-kreską postaci zajeżdza na Dragon Balla.Ogólnie anime fajne, nie mogę się doczekać co będzie dalej.Ciekawe też jak to brzmi w wersji japońskiej, bo miałam angielski dubbing.W sumie kolejne anime, gdzie bohater musi obronić biedny mały świat, do tego świat duchów, walki,ale w sumie niezłe:)

*Gothika-zawsze chciałam obejrzeć ten film i w sumie słusznie.Podobał mi się, ciekawie zrobiona zagadka, tylko ten duch tej dziewczyny jakiś dziwny.Dziwny w tym sensie,że zawsze duch,który nawiedza jest pokazany mniej morderczo, ta zaś ilekroć się pokazywała to przyprawiała mnie o dreszcze.Poza tym w tym filmie gra Robert Downey Jr^^ Mieliśmy ubaw z bratem z ostatniej sceny, kiedy to na środku drogi pojawił się mały chłopiec, Timmy, po czym przejechała go straż pożarna, po czym okazało się,że to duch.Śmiech był wtedy, gdy patrzymy i na spis aktorów na samym końcu jest Timmy:P Chłopak zagrał przez 5 sekund, ciekawe ile za to kasy dostał:D

*Bestia(chociaż oryginalny tytuł był inny)- ze Stivusiem Seagalem.Jak ja tego gościa nie trawię!Grrr, ale film był szybki i lekkostrawny.Ale był jeszcze zajebisty Azjata:D Mmmmmrrrrr:D

*Shaft- proszę państwa-POLECAM! Film akcji,z Samuelem L.Jakcsonem, uważam tego gościa za świetnego aktora, więc m.in.dlatego trzeba obejrzeć, poza tym zajebista rola Portugalczyka Peoplesa,oraz proszę państwa CHRISTIAN BALE!!!!!!W tym filmie gra złego, któremu aż prosi się o przywalenie po paszczy, ale o rany Te dołeczki, ten głos, jak tylko go pokazywali u mnie momentalny banan na twarzy.Ech, co ja poradzę,że uwielbiam tego aktora,rozmarzyłam się, ale no sami wiecie dlaczego:P W każdym razie film niezły, z humorem i genialnymi aktorami.

*Shrek 3-taki se, ani specjalnie śmiechu nie wzbudził, ani nic(może dlatego,że wtedy Sebastian przyjechał?).Jak dla mnie ta część Shreka była nijaka.Nawet nie wiem co napisać, bo nic na temat tego filmu nie przychodzi do głowy, a to w sumie gorzej napisać niż to,że film był zły.

*Eragon-eeeee?Największym pozytywem tego filmu to w sumie Saphira, chociaż nie do końca.Smok zrobiony z darkness był fajny:D Główny aktor był fatalny i brzydki.Po obejrzeniu tego filmu na pewno nie sięgnęłabym po książkę.Ech,czemu jak oni się za coś biorą takiego to prawdopodobnie to spieprzą.

*Big momma-no niby śmieszne, ale takich filmów teraz pełno.Nie mają już chyba pomysłu, ciągle ten sam schemat.Czasami odechciewa się oglądać.Jeśli nie ma nic innego do oglądnięcia-może być.

*Date movie-twórcy "Strasznego filmu".Scena z kotem zajebista, ale ten film miejscami jest bardzo niesmaczny, wręcz żenujący.Ale ostatnio wszystkie parodie filmów są takie.Są momenty śmieszne, ale ogólnie film jest obrzydliwy i wręcz żenujący.Ale J.Lo została nieźle sparodiowana:D

*Mr&Ms Smith- interesujące zakończenie.Az byłam zaskoczona, że nie typowe amerykańskie zakończenie, ale nie wiem albo ja się robię za bardzo restrykcyjna, albo po prostu lipne filmy oglądam, ale i ten film nie wzbudził we mnie jakichś emocji.Może być, ale nic wielkiego.Trochę strzelaniny i tyle.Przecież nie bedę się rozczulać nad Bradleyem Pittem.
*Taxi 3- stare, ale ciągle dobre:)
Tym akcentem kończę. Ale cieszę się, ze mogę was wszystkich znowu zobaczyć:)