|
The past is real 2006 XII 2007 I II IV V Anioł i demony Ziom Luinnar Blood Promienie księżyca last.fm Mój profil na last.fm Pablo, Bundz i ZŁO Forum Z-Krypt Jeordie White A Perfect Circle Naruto Hatake Kakashi Polska strona o Naruto Tapety
|
Silence!I kill you!Link 07.10.2007 :: 21:31 Komentuj (5) Tak patrze na ten cholerny layout i strasznie się w tym zapuściłam. Nic z tym nie robie chociaż sobie obiecuje, ale mam przynajmniej wiarygodne wymówki!:D Nowy komputer, to jak przeprowadzka do nowego mieszkania. Wszystko nowe i trzeba się zagospodarować. Gdyby wszystko polegało na poukładaniu to cudownie by było, ale nie jest. Mnóstwo nerwów o byle co, a to jeszcze nie koniec. Dodatkowo jeszcze niby zabawne hasła na temat Visty. Mnie to tez kiedyś bawiło, ale przestało. Ale nie ma to, jak dobić leżącego,nie?:) Ale w sumie, prawie przez cały tydzień programista w domu, woooow:D Ech, i nagrywarka dvd:) Siedzę tak teraz z Konem. Miziam go, bo nie mam kogo:P Ostatnimi czasy straszny zamęt mi się zrobił w życiu. Wszystko jakoś do tej pory było negatywnie stabilne, aż jakoś, ostatnimi czasy... I pomyśleć, że gdybym pojechała na Chatkon, to teraz tego wszystkiego by nie było. Dużo bym straciła, bardzo dużo. Może nie straciła, ale na pewno nic nie zyskała. Wczoraj spędziłam wieczór z ludźmi, których praktycznie nie znałam(ale dzięki Allachowi, ze przynajmniej wiedziałam o czym mówią), ale czułam się tak dobrze w ich towarzystwie, jakbym znała ich co najmniej z miesiąc. I może był jeszcze jeden powód dla którego tak dobrze się czułam:) Cholera, jakaś dziwna ta notka:P To przez Deftonesów. Chyba udzielił mi się nastrój "Passenger'a". To ja może już zakończę:P Aaaaaa!Jak mogłam zapomnieć o filmie "Wild hogs", czyli cała prawda o programistach:P Dobra, ide wymiziać mojego Kona:P Zajebistego misia dostałam!:D "Pijesz","Pije osoba naprzeciwko","Pijesz x kieliszków..."Link 23.09.2007 :: 20:19 Komentuj (2) Jak to ktoś stwierdził imprezy u Grześka są zawsze niezapomniane. Oj tak! Chociaż w sumie ta chyba pobiła wszystkie na których byłam, ale na drugim miejscu plasuje się impreza z akcją z drzwiami:P Do tej pory jak widzę te drzwi to odczuwam pewnego rodzaju sentyment:P Nie będę się tu rozwodzić dokładnie co się działo, bo mi się nie chce pisać. Ale działo się;] Ale do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że po raz kolejny nie zwinęłam plakatu Slipknota Grześkowi:P Ostatnio zarzekałam się,że to ja będę gryźć, ale okazało sie, że to na mnie Sebastian zostawił ślady swoich zębów. Bardzo wyraźne ślady!:P Oprócz tego nie wybaczę Ci jeszcze tego grania na harmonii! To było straszne, chociaż żałujcie, że nie słyszeliście. Byłaby z tego naprawdę genialna ścieżka dźwiękowa do filmów Hitchcocka;] Za to czeka Cię ciężki tydzień w pracy:D A w ogóle nie rozumiem czemu niektórzy rzucają się na moje rzeczy ze Slipknotem. Najpierw kiedyś Seba zainteresował sie moim szalikiem, teraz Paweł moją frotkę.Kupić wam na święta czy co?:P W każdym razie dziękuję tym, którzy mnie zawlekli do pokoju. Że też nie pamiętać takiego momentu, cholera:P Ale było przyjemnie, było miło,a Grzesiek ma fajnego psa!:P Ale nie o tym też miało dziś być. Znaczy nie tylko o tym. Brat wyjechał, znowu zrobiła się jakaś pustka. A już było tak jak kiedyś. Ale, ale stopniowo coś się we mnie zaczyna odwracać. Znowu zaczynam sobie wmawiać, że będzie dobrze, że sobie poradzę. Zaczynam też znowu dostrzegać, że otaczają mnie niesamowicie i wspaniali ludzie. A to ważne. Ostatnio też dzięki pewnej osobie zaczynam, znów, nie wątpić w to, że jestem inteligentna, zabawna i takie tam i że nie muszę mieć kompleksów dlatego, że mam mniejszy biust niż Matsumoto:P Chociaż też mam coraz bardziej wrażenie, że strasznie się przed nim błaźnie i wychodzę na totalną kretynkę. Cóż. Ale jest wredna nadzieja, że może wkrótce będzie ok. Na koniec zamieszczam wam alternatywną wersję hasła reklamowego karty Mastercard "Niektóre kobiety są bezcenne, za wszystkie inne zapłacisz kartą Mastercard" oraz jeszcze jedno ważne zdanie "Komplement powiedziany kobiecie na trzeźwo liczy się podwójnie." To by było na tyle.A pożegnam was fragmentem pewnej piosenki: Oto nadciągają cumulusy Chyba rozumiesz co to znaczy. Szatan!Szatan!Szatan!Szatan!Oł jeee!^^ P.S. Garfilt, tak Bleach jest ZAJEBISTYM anime:P My hands are like fluffy!I'm SOFT!Link 05.09.2007 :: 14:15 Komentuj (9) Hehe,ładny tytuł notki, no nie?;] Kon rządzi^^ Dziś notka będzie tak mieszana, bo parę spraw jakoś sie złożyło. Długo też nie miałam pomysłu co napisać. Bo niby zarys był, ale jak przychodziło co do czego to pusto. Pierwsza rzecz to to,że mój brat przylatuje w sobotę!^^ Ale się cholernie ciesze. Będzie po trochu jak za starych czasów, chociażby na te kilka dni,ale będzie:)Jak pomyślę o tym to aż się ciepło robi ze szczęścia:) Druga rzecz-BLEACH XD Zapomniałam już jak to jest jak się oglądała anime do upadłego, kilkadziesiąt epków na dzień, z nikim się nie gada, tylko ogląda. Wchodzi się w ten świat, żyje się w nim, przyjaźni się z bohaterami i separuje od rzeczywistości. Zapomniałam jak bardzo anime i gry potrafią odseparować człowieka od rzeczywistości. Jak oglądając można mieć gdzieś otaczający świat, ból,smutek. Tylko, ze człowiek wtedy w sumie trochę dziczeje, przynajmniej ja.Ale mi z tym dobrze. Mimo wszystko "Bleach" jest lepszy od "Naruto", ale mnie to nie przeszkadza:) Ja mogę to oglądać nawet tylko i wyłącznie z powodu Kakashiego i nie będzie mi to ani trochę przeszkadzać.A w Bleachu,hmm, jest Kon(boski!),Ichi,nawet Ishida(w końcu głos Saske;) i Renji(mró!!!!!!)i Kućki:D Jest na co popatrzeć, jest się z czego pośmiać(czasami wybitnie z czego!:D), wiec jest the best!;)I bez spoilerów mi tu!:P Wiec za niedługo fota na przedzie się pewnie zmieni na co innego:) A trzecia kwestia,hmmm, tu trochę komplikacji. Bo ostatnio zastanawiałam się jak bardzo możemy mylić się w stosunku do drugiego człowieka. Jak możemy go poznawać po czym okazuje się,że jak doszliśmy w tym poznawaniu już tak daleko to to co zobaczyliśmy nie okazało się takie piękne,tylko szkaradne i złe. Czy można powiedzieć, że się zna drugiego człowieka?Nawet po iluś tam latach, czy można powiedzieć,że się zna? Według mnie nie. Nigdy. Można powiedzieć, że się zna, w niektórych kwestiach, ale tak ogólnie to mówienie takie jest bezpodstawne, bo nawet nie ma się na czym oprzeć. Może nam się wydawać, że znamy drugą osobę. Ale "znanie" będzie również zależne od tego co dana osoba chce nam pokazać, co chce odkryć. Ludzie noszą maski, wiele masek. Czasami nawet nie wiemy jak wiele ich jest, dopóki nie ujrzymy wszystkich. Może być również tak, że przez całe życie nie zobaczymy tej prawdziwej twarzy. Czasami może to i dobrze. Bo dobrze sie żyje w złudzeniach. W złudzeniach, że coś jest prawdziwe i że jest naprawdę takie jakie widzimy. Choć czasem tak bardzo się można mylić. It's never too late...Link 21.08.2007 :: 15:35 Komentuj (2) Czasami na niektóre rzeczy jest za późno. Na wybaczenie, zrozumienie, życie, uratowanie życia. Jak to pisał R. Wojaczek "...i życie, które spóźniło się na śmierć" Ponoć mój blog jest smutny. A może to ja nie potrafię się już cieszyć, a może nigdy nie byłam stworzona do tego, żeby odczuwać niczym nie zmąconą radość. Może już zapomniałam jak to jest cieszyć się z czegoś, uśmiechać się tak normalnie, naturalnie, nie na pokaz. Bzdury gadam, nie? Tylko czasami bliskość najdroższych sercu osób już nie pomaga, myśl o tym,że są już nie goi ran. Myśli kierują się w jedną stronę, a oczy widzą tylko ciemność- samotną, zimną i krwawą. A serce już dawno umarło od wychłodzenia i izolacji. Czasami jak człowiek się zamknie w swojej własnej klatce, otoczy murem, którego on sam nawet nie będzie mógł zburzyć, to zaczyna płowieć, znikać, obracać się w pył. A przed ostatecznym zniknięciem nawet sie nie dowie co to znaczy miłość, zaufanie, przyjaźń. Wyrazy, zdania, słowa mają to do siebie, że często tworzą kłamstwa, całą ich sieć. I nie zawsze można sie z niej wydostać. Czasami chce się na siłę wierzyć, że te słowa to prawda. Ludzi pragnących zaufania, akceptacji, miłości, przyjaźni można tak łatwo okłamać. Czasami rodzą się ludzie nie zdolni do życia. Oni szybko zmierzają ku przepaści, bo coś ich pcha, bo nie umieją żyć, bo na każdym kroku widzą śmierć. Zapomnienie jest dobre. Gdy wszyscy wokół zapominają jest łatwiej, lepiej odchodzić. "Sometimes goodbyes it's only way" Nie jestem jak narkotyk. Ode mnie nie można się uzależnić i można beze mnie żyć. Jak to śpiewa Three Days Grace: "Even if I say It'll be alright Still I hear you say You want to end your life" Kto pomoże to przetrwać i uchronić mnie od siebie samej... "Niepożądane myśli, klęska wiary, fale strachu..." I've been cursedLink 07.08.2007 :: 22:43 Komentuj (0) Ostatnio moje notki nie są optymistyczne, nie? Tak jakby kiedykolwiek były. Ostatnio czuję jak się znowu wszystko sypie, tak powoli. Znowu wpadłam do dziwnego dołu z którego ciężko wyjść. Do tego ostatnio problemy osoby, która jest mi bardzo bliska i dlatego mnie też boli, jeśli on cierpi.Wiem, że mam was, co nie zmienia faktu,że jest mi źle i do tego odczuwam swoją mierność i beznadziejność na każdym kroku, w każdej mojej myśli i całym sobą. Czasami już mi brakuje sił, żeby wywołać uśmiech, który zadowoli innych. Tak brakuje mi teraz kogoś kto przytuli, a nie będzie bił i sprawdzał czy równo puchnie. A poczucie "comfortably numb" ostatnio chroni mnie przed całkowitym i ostatecznym poddaniem się. Potrafi jak nic stłumić wszystkie uczucia i zostawić mnie otępiałą na wszystko. Teraz został ból i smutek, który wziął się z niczego. Tylko, że zawsze tak jest i tak zostanie. Napisałam ostatnio wstęp do opowiadania. Michałowi się spodobało, Bartkowi też, ale ktoś wyraził inną opinię na to co napisałam. Trzy tygodnie temu jakby mi ktoś tak napisał na temat tego co stworzyłam stwierdziłabym "Odchrzań się. Mi się podoba, innym też, więc jeśli coś ci nie pasuje to nie czytaj."Tak bym pewnie pomyślała, a teraz ta opinia mnie dobiła. Już nie wiem co mam pisać i jak i czy warto.Pogubiłam sie.Boku wa michi wo nakushi. Bo zawsze tak jest, że staram się dla innych, nie dla siebie. Staram sie spełniać ambicje innych, tak bardzo staram się, żeby byli zadowoleni. I nigdy nie wychodzi, nigdy nie wyszło. Bo zawsze był ktoś inny lepszy, bo nie zrobiłam tego dobrze.Ale ja wciąż się staram i wciąż nie wychodzi i wciąż wszyscy wokół sa mną rozczarowani. Dlatego też myślę, że rola jaką dostałam na larpie jest nieodpowiednia dla mnie. Znowu wszystkich wokół zawiodę. We mnie nie warto wierzyć, bo można się TYLKO rozczarować. Nie robie nic dla siebie, bo według mnie nie warto, nie dla mnie. Wiem, smęce, ale postarajcie się zrozumieć, że, a zresztą nieważne. Ten wpis zakończę wypowiedzią Gaary"...for what reason do I exist and am I alive?" Sumimasen Alone I stand. Together we fall apartLink 24.07.2007 :: 21:23 Komentuj (1) Zamiast pisać artykuł na temat alkoholików, to zachciało mi sie napisać notkę. Jakoś tak od wczoraj złapałam doła, a też muszę się pochwalić, że w sumie od miesiąca nie miałam doła:) To chyba mój rekord. Ale czasami dobrze jest sobie popłakać, wylać te łzy, dać wypłynąć uczuciom na zewnątrz. Właśnie leci Linkin Park "In pieces", tak się czasami czuję, w kawałkach. Ostatnio napadła mnie myśl, w zasadzie uczucie, że idę przez życie jak kretynka z wielkim uśmiechem na twarzy. Z tym uśmiechem czuję się jak idiotka. Ale, już od dawna dręczy mnie inna myśl. Dręczy mnie to, że nie potrafię kogokolwiek obdarzyć uczuciem. Inni się tak po prostu zakochują, ryzykują, a ja...A ja czuję jakbym w ogóle nie posiadała uczuć dla kogoś innego niż przyjaciel. To smutne, że potrafię obdarzyć uczuciem postać/osobę, której prawdziwy jest tylko głos. Luinnar kiedyś napisał mi, że ja się po prostu boję. Trochę w tym prawdy, ale jak wierzyć, jak się nie bać czegoś czego się nigdy nie czuło? Nie wspominając o tym, że mam defekt, który nie znika. Czasami mi się tylko wydaje, że go nie ma. Ale jest i sprawia, że nie dopuszczam nikogo do siebie, ani nie popycham siebie w kierunku innych. W sumie taka pozycja zachowawcza, która bynajmniej nie jest dobra. Czasami mam ochotę wziąć jakiś młotek i wybić sobie to z głowy, albo wypruć serce. Jeśli je jeszcze w ogóle mam. A nawet jeśli się bardzo chce to zmiany, w moim przypadku, nie są możliwe. Czasami tak bardzo bym pragnęła być zimną, lodowatą suką. Tylko, że nawet ja sobie tak mówię, to dalej nie jestem takim typem osoby. Czasami brakuje kogoś, kto będzie blisko, a jak przychodzi co do czego, to wzbraniam się, uciekam, chowam się w sobie, zaczynam nienawidzić. I już totalnie nie wiem jak mam przeciw temu działać. Mam nadzieję, że samotność mnie z tego wyleczy. Myślicie, że wyleczy? Czy w ogóle jest na to jakieś lekarstwo? Czy do końca życia będę żyła w samotności poprzeplatanej gdzieniegdzie nieudanymi związkami. Jeśli do takowych kiedyś jeszcze dojdzie. I'm back^^Link 19.07.2007 :: 16:51 Komentuj (2) Cóż, wróciłam. To nic, ze parę dni temu, ale dopiero teraz mam czas. Przez całe dnie, latanie, ganianie, dziw, ze jeszcze mam czas, żeby spać. Ale może przejdę do sedna tego co chcę napisać. W niedziele rano, jak jeszcze byłam u brata to gdyby nie fakt, że miałam wykupiony ten cholerny bilet-zostałabym. Ze względu na kraj, brata, może kogoś jeszcze. Wiem, ze tam wrócę, muszę, chcę! Bo to będzie trochę jak powrót do domu, bo tam jest w połowie mój dom, bo tam jest mój brat. Zamieszczam tu link do pliku tekstowego(12 stron:P), który dzień po dniu opisuje co się u mnie działo. Jako, ze jeszcze dużo tam filmów oglądałam, postanowiłam wam tu zamieścić parę mini recenzji:) *The descent- horror.W sumie może być,ale też nic nadzwyczajnego. Kończy się ponuro i źle, jedyny plus:D *Team Amercia-jeden wielki LOL.Robili to twórcy South Park-u, więc niepoprawność polityczna jest jak najbardziej.Naprawdę polecam, boki zrywać. *Identity- w sumie nie bardzo wiem o co tam chodziło, bo mnie Iza zagadywała, ale z tego co zauważyłam to trochę schiznięty, a końcówka zaskakująca, ale w sumie można obejrzeć. *House of wax-XD Fajny, fajny nie ma co, zwłaszcza jak się wszystko topi. Jeden z tych, który zabijał to jak widziałam to połączenie wokalisty Earshota z którymś ze Slipknota, ale faaajny:D Ogólnie horror, nie aż tak najgorszy, ale i nie najlepszy.W sumie można obejrzeć i popatrzeć jak zrobili niektóre rzeczy.A i uwaga, "gra"tam Paris Hilton.Dali jej genialną scenę śmierci:D Aż miło było patrzeć jak...no sami zobaczcie;) *Catwoman- mmmmrrr, można by rzec, prawie same koty.W sumie nic specjalnego. *Silent Hill-łłłuuuaaaa!Polecam.Zajebiste efekty, szczególnie jak nadchodzi Darkness.No i w sumie o zakończeniu można by podyskutować.A scena, gdzie obdarto kobietę ze skóry, albo przypiekanie, no mmmmm:D *Płytko pod ziemią/shallow ground-jak już wspomniałam goły młodzieniec, cały we krwi,mmmm:D Ogólnie film, no krew się tam leje naprawdę strumieniami i w sumie, nic szczególnego.Oprócz tego chłopaczka:D *Yu Yu Hakusho-kreską postaci zajeżdza na Dragon Balla.Ogólnie anime fajne, nie mogę się doczekać co będzie dalej.Ciekawe też jak to brzmi w wersji japońskiej, bo miałam angielski dubbing.W sumie kolejne anime, gdzie bohater musi obronić biedny mały świat, do tego świat duchów, walki,ale w sumie niezłe:) *Gothika-zawsze chciałam obejrzeć ten film i w sumie słusznie.Podobał mi się, ciekawie zrobiona zagadka, tylko ten duch tej dziewczyny jakiś dziwny.Dziwny w tym sensie,że zawsze duch,który nawiedza jest pokazany mniej morderczo, ta zaś ilekroć się pokazywała to przyprawiała mnie o dreszcze.Poza tym w tym filmie gra Robert Downey Jr^^ Mieliśmy ubaw z bratem z ostatniej sceny, kiedy to na środku drogi pojawił się mały chłopiec, Timmy, po czym przejechała go straż pożarna, po czym okazało się,że to duch.Śmiech był wtedy, gdy patrzymy i na spis aktorów na samym końcu jest Timmy:P Chłopak zagrał przez 5 sekund, ciekawe ile za to kasy dostał:D *Bestia(chociaż oryginalny tytuł był inny)- ze Stivusiem Seagalem.Jak ja tego gościa nie trawię!Grrr, ale film był szybki i lekkostrawny.Ale był jeszcze zajebisty Azjata:D Mmmmmrrrrr:D *Shaft- proszę państwa-POLECAM! Film akcji,z Samuelem L.Jakcsonem, uważam tego gościa za świetnego aktora, więc m.in.dlatego trzeba obejrzeć, poza tym zajebista rola Portugalczyka Peoplesa,oraz proszę państwa CHRISTIAN BALE!!!!!!W tym filmie gra złego, któremu aż prosi się o przywalenie po paszczy, ale o rany *Shrek 3-taki se, ani specjalnie śmiechu nie wzbudził, ani nic(może dlatego,że wtedy Sebastian przyjechał?).Jak dla mnie ta część Shreka była nijaka.Nawet nie wiem co napisać, bo nic na temat tego filmu nie przychodzi do głowy, a to w sumie gorzej napisać niż to,że film był zły. *Eragon-eeeee?Największym pozytywem tego filmu to w sumie Saphira, chociaż nie do końca.Smok zrobiony z darkness był fajny:D Główny aktor był fatalny i brzydki.Po obejrzeniu tego filmu na pewno nie sięgnęłabym po książkę.Ech,czemu jak oni się za coś biorą takiego to prawdopodobnie to spieprzą. *Big momma-no niby śmieszne, ale takich filmów teraz pełno.Nie mają już chyba pomysłu, ciągle ten sam schemat.Czasami odechciewa się oglądać.Jeśli nie ma nic innego do oglądnięcia-może być. *Date movie-twórcy "Strasznego filmu".Scena z kotem zajebista, ale ten film miejscami jest bardzo niesmaczny, wręcz żenujący.Ale ostatnio wszystkie parodie filmów są takie.Są momenty śmieszne, ale ogólnie film jest obrzydliwy i wręcz żenujący.Ale J.Lo została nieźle sparodiowana:D *Mr&Ms Smith- interesujące zakończenie.Az byłam zaskoczona, że nie typowe amerykańskie zakończenie, ale nie wiem albo ja się robię za bardzo restrykcyjna, albo po prostu lipne filmy oglądam, ale i ten film nie wzbudził we mnie jakichś emocji.Może być, ale nic wielkiego.Trochę strzelaniny i tyle.Przecież nie bedę się rozczulać nad Bradleyem Pittem. *Taxi 3- stare, ale ciągle dobre:) Tym akcentem kończę. Ale cieszę się, ze mogę was wszystkich znowu zobaczyć:) Lost heavenLink 12.06.2007 :: 00:06 Komentuj (5) Ta notka jest spowodowana ostatnimi dniami, tym co się działo, albo też tym co się nie działo. Dla was. W piątek postanowiłam zrobić sobie wolne, posiedzieć w domu, nigdzie nie wychodzić i zrelaksować się trochę. Skończyło się na wyłączeniu gadu, odcięcia się od świata, nie odbieraniu smsów, unikaniu kogokolwiek. Miało to trwać dłużej, ale przez 2 osoby skończyło się na milczeniu w poniedziałek. A co się działo?Na sobotni egzamin weszłam bez strachu, lęku, całkowicie spokojnie.Dlaczego? Bo miałam koszmarnie potężnego doła. W piątek zdałam sobie sprawę, że cokolwiek nie zrobię, jakkolwiek ciężko będę się uczyć to zawsze będę z tyłu, za wszystkimi, zawsze będę dostawała tróje, zawsze z ledwością będę zdawała i patrzyła się na piątki innych. Zawsze. Do tego doszła świadomość, że jeszcze ze 2 tygodnie zostanę studentką po czym mnie wywalą, obojętność niektórych osób i brak tej, która mnie przytuli. W sobotę po egzaminie jeszcze bardziej się to pogorszyło, ale nikt nie zauważył, więc było ok, prawda? A ja spadałam coraz niżej, dochodząc do wniosku, że już niedługo, że już wkrótce skończę to wszystko, na zawsze...Nie powiem, że ta myśl minęła, bo dalej jest. Jest jakby podporą, ze jak wszystko się spierdoli na raz, zawsze zostanie mi to jedne, ostateczne wyjście. Podczas tych dwóch dni, jedynie dwie osoby mimo wszystko przypominały mi o sobie, wysyłając smsy i sygnały. Chociaż wmawiałam sobie, że robią to z nudów. Dziś(w poniedziałek znaczy)o dziwo wstałam kompletnie zdołowana, poszłam na angielski, a po nim usłyszałam, że gdyby nie to, że jestem kobietą to Łukasz przywaliłby mi. Ja wiem za co. Ale i tak by to nic nie dało. Potem spędziłam miłe godziny, smutek jakoś prysnął. Postanowiłam włączyć jednak gadu. Po włączeniu, nie nie zostałam zasypana wiadomościami. Było ich niewiele. A w sumie najdramatyczniejsza była Michała, który też jako pierwszy przypomniał sobie o moim istnieniu. Znowu się potężnie zdołowałam.Dałam jakiś okrutny opis i poszłam, żeby zaraz wrócić i przeczytać wiadomość od Michała, który jak zwykle potrafi mi mentalnie dojebać. Co na plus liczę oczywiście:P Co było dalej nie będę pisać, bo to dane osoby wiedzą, ale wszystko byłoby inaczej, gdyby nie...! Gdyby nie to, że mam przyjaciół, owszem, ale tylko na gadu. Tylko na gadu ktoś potrafi mnie przytulić gdy jest źle, tylko na gadu ktoś potrafi mnie wysłuchać, tylko na gadu ktoś potrafi mi napisać, że się liczę, że mnie lubi, że jest moim przyjacielem. Bo poza gadu, nigdy nie ma nikogo. Ja nagle przestaje istnieć, traktuje się mnie jak powietrze, jak nic. A nie przyszło wam to kiedyś do głowy, że byłoby mi lepiej, że nie miałabym tyle tych dołów, gdyby ktoś do jasnej cholery przytulił mnie tak normalnie i powiedział, że będzie ok. Po prostu to zrobił, spontanicznie, tak od siebie, nie jak ja o to poproszę!Nikt mi nie powie,że mnie lubi, że jest moim przyjaciele tak od siebie!Nikt!Zawsze muszę to wymuszać swoimi opisami, tym co piszę!Tak na prawdę mogę poczuć, że coś dla was znaczę tylko i wyłącznie jeśli mam smutny opis, nie odzywam się zostawiając jakiś tragiczny opis, pisząc rzeczy o śmierci, tylko wtedy mogę przeczytać wasze wyznania jak bardzo jestem dla was ważna. Tylko wtedy. Tak jak teraz, jak znów włączyłam gadu mogłam się przekonać, ze ktoś za mną tęsknił, że ktoś się o mnie martwił, bał się. I dlaczego?Bo się nie odzywałam zostawiając tragiczny opis. Czy to ma mi dać do myślenia kim naprawdę dla was jestem?Albo kim może nie jestem. Aktualnie znalazłam siły dla jednej osoby, która ostatnio zrobiła mi się cholernie bliska, bo tylko on mnie wspiera, przez gadu, bo nie ma jak inaczej. Dziękuję Michał:* Za wszystko i za to, że jesteś i również dla mnie:) A tak w zasadzie nie mam pojęcia dla kogo to pisze. Wiem, że jedyną osobą, która to przeczyta będzie właśnie Michał. Nie wiem, ten cały blog chyba piszę tylko dla niego i dla siebie. Mam takie odczucie ostatnio. Tak to widzę...Link 05.06.2007 :: 00:35 Komentuj (1) ...nie inaczej:P Ostrzegam ta notka jest prawie cała o "Naruto". Tak na wstępie, kto zgadnie któż jest teraz na "tapecie", to się zobaczy co dostanie:P Tak wszyscy sobie popisali ostatnie jakieś notki, cuda, dziwy, to ja też postanowiłam.Ale najpierw po herbatę. Tak patrzę na xero z romantyzmu, jest tego w cholerę. Poza tym Mickiewicz był idiotą. No "Dziady" mu wybaczę, bo to akurat mu wyszło, nawet nieźle, czyli w sumie czas żeby Giertych mógł usunąć to z listy lektur szkolnych:P A miałam się uczyć, a siedzę i notkę pisze, a petronelka spoziera na mnie:P Co jedynie mnie cieszy, że w piątek dam Gierojowi kosza i ta myśl mnie uszczęśliwia:D Nie będę dziś pisać co się u mnie zmieniło co nie, co ostatnio się pieprzy i to bardzo. Może kiedyś przyjdzie na to czas, może... Dziś, chce się z wami podzielić czymś w sumie specjalnym. Ostatnio odkryłam audycję:Naruto nippon. Jest to audycja, którą prowadzi Takeuchi Junko, czyli osoba podkładająca głos Naruto (i Akamaru:D), i ona właśnie zaprasza inne Seiyuu, czyli inne osoby, które podkładają głos bohaterom, czyli w tym przypadku do "Naruto". I tu zaczyna się moja fascynacja:) Nie mogę oderwać się od słuchania głosu Kakashiego(Inoue Kazuhiko) i Gaary(Ishida Akira). To co oni tam wyprawiają czasami, to aż boki zrywać ze śmiechu. Nie ma to jak usłyszeć Technikę Seksapilu, czyli seksowne głosy, w kilkunastu wersjach:Such lovely chest hair; You're rude even when you're sexy (w przypadku Orochimaru-powinni tego zabronić:D), przywitanie Kakashiego na automatycznej sekretarce, wyznanie miłosne Gaary "I apologize for killing so many people.It was only for the sake of my village."(późniejsza wersja to:I love you.To the point of desiring to crush you with my bare hands.)oraz cute Gaara na dobranoc. To dziwne uczucie słyszeć głos, który jest utożsamiany z jakąś postacią nie będącą zwykle wesołą, śmiejącą się, a w tej audycji usłyszeć jak się śmieje, żartuje.Nawet Sasuke wydaje się bardziej przyjazny. I tak jak miałam niedawno na opisie- Zakochałam się. Tak jak można zakochać się w głosie wokalisty, aktora, tak ja zakochałam się w głosie seiyuu. Wiem,że moje ostatnie "miłości" są jedynie wirtualnymi, nierzeczywistymi, ale mnie to nie przeszkadza(chociaż jest czasami uczucie-szkoda,ze nie są prawdziwi). Jeśli ktoś ma z tym problem, to jego sprawa. Mnie to przynosi radość, oderwanie od tego wszystkiego, pewną formę ukojenia i balsamu dla duszy. Teraz nie mogę zasnąć zanim nie usłyszę Gaary:) Ech,mam słabość do czerwono - włosych(ale absolutnie nie do tego idioty Wiśniewskiego!!), albo z czerwonymi oczami(okiem;)Ja żyję w sferze marzeń, bo tylko tam mogę się odnaleźć. Bo tam nie ma przeszłości. ***** Tak ostatnio czytałam początki blogu Zioma i napotykałam się na notki, które zawierały tylko kawałek, bądź cały też tekst utworu, wiersza, piosenki. Teraz ja tak zrobię. Tekst utworu "Tak to widzę" B.E.T.H.(mam nadzieję, że nie dla wszystkich ten tekst będzie śmieszny, albo skłaniał do naśmiewania się.) "Tak to widzę" powiedz czy na tyle serca mam by obudzić się u Twoich bram i znaleźć się w Twoim śnie… prowadź mnie za sobą przez ten sen pójdę tam za Tobą wiedząc, że w łasce tej odnajdę się serca bicie tu zatrzyma nas… zegar życia dawno stracił czas ginąć chcę…a czy namawiam Cię ? ile wiary w nas…dobrze wiem ile wiary w nas…dobrze o tym wiem i widzę to wreszcie, to moje miejsce to zostać chcę tak tu wysoko, teraz jedną z gwiazd przed zgubą nocy oświetlamy Was na niebie wiesz…nad Tobą świecę gdzieś …nic nie dotyczy, nic nie rusza mnie po nieboskłonie gwiazd tak płynąć chcę wspomnij mnie-pamiętaj widzę Cię zostanę z Tobą aż po świata kres aż niebo zgaśnie, gwiazdy z Tobą też widzę Cię…świecisz obok mnie Nic dodać. Może oprócz osoby, prawdziwej, do której można by to skierować. Otanyubi omedetato gozaimasuLink 26.05.2007 :: 00:01 Komentuj (2) 26 maj Do niedawna nie lubiłam tej daty. Z jakiego powodu to moja sprawa, ale rok temu zmieniło się to. Za sprawą pewnej osoby, która jest mi wręcz do szaleństwa bliska. 26 maja obchodzi urodziny Sebastian, jeden z moich największych przyjaciół, mój Sensei. Po raz pierwszy poznałam go na urodzinach Asi. Nie wspominając o tym, że był to dziwny wieczór i nie wspominając o tym ,że to przez Sebę wybiegłam poryczana z pubu. W sumie to "Slipknot" nas połączył:) To przez Slipknota go pogryzłam( i mam nadzieję, że to dalej boli!), a jedno z pierwszych pytań do Asi na dzień następny brzmiało-Czy on umie mówić? Tak to się zaczęło, potem było wspólne piwo w Zielonym, oglądanie krwiaka, którego mu na ręce zrobiłam (ej no, mówił, że mam gryźć z całych sił to co się będę). Potem był Winamp i pamiętne hasło:Dziecko drogie juz rozumiesz ze winamp3 jest do du**. No i wtedy poszło już w sumie gładko, chociaż na początku bardzo stresowałam się rozmową z nim. Nie chciałam żeby coś wyszło nie tak, albo żeby rozmowa nagle w trakcie cisza, bo jakoś tak się tematy skończyły(później miałam się dowiedzieć, ze cisza w rozmowie z nim jest częsta, ale to z innego powodu:P)I tak się zaczęło, częste rozmowy na gadu. Uzbierał się niezły pliczek. I to właśnie rok temu, 26 maja, w dzień jego urodzin, późnym wieczorem spytałam się go, czy mogę go nazywać moim przyjacielem i tak już zostało. Przez ten rok, Sebastian był mi bratnią duszą, moją pomocą, moim telefonem zaufania. Był przy mnie w moich najczarniejszych momentach, to dzięki niemu zmieniłam się, trochę bardziej zrozumiałam siebie. To on mi wskazał drogę, którą powinnam podążać. W chwilach, gdy wszyscy o mnie zapominali, gdy byłam u kresu wytrzymałości to do niego pisałam monologi, to on jedyny wiedział o tym, że jestem blisko ostatecznego wyjścia, to od niego dostawałam sms-y: "Agatko, nie poszłaś się chyba zabijać?" To on pisał, ze jeśli znów wezmę się za żyletkę to mi przywali w łeb. Patrząc teraz w lewo widzę unikatowy plakat Comy, gdzie całą plejadę grafik stworzył właśnie m.in.on Żałuję tylko, że ja nie jestem w stanie mu się odpłacić tymi wszystkimi rzeczami jakie on dla mnie zrobił. Nawet w nieskończonej liczbie słów trudno mi opis kim dla mnie jest mój Sensei, ile dla mnie znaczy, ile zrobił i jak wielkim jest dla mnie przyjacielem. Moją jedyną ostoją, ostatnim bastionem po którym jest tylko pustka i nicość. Dlatego nie mogę go stracić i dlatego tez proszę, żeby nie pozwolił się stracić z mych oczu. Bo do tego jakoś ostatnio wszystko zmierza. A z okazji, że są to jego urodziny, tutaj w tym miejscu, życzę mu wszystkiego najlepszego, zdrowych wrzodów, żeby serce biło tak jak bije, żebyś był szczęśliwy, żebyś był szczęśliwy z osobą, którą wybrałeś, prawdziwych przyjaciół, odkrywania nieznanych zespołów i nie zapominania tych starszych, napisania dyplomówki(w końcu:P), nie zapominania o niektórych osobach i życzę wszystkiego czego byś sobie jeszcze tylko życzył i spełnienia marzeń. Wszystkich:) Zdmuchnij świeczkę, niech się spełni. Cza-ka-ko-paaał!! PS. Wiem, ze wygląd bloga się nie zmienił i dalej jest nieciekawy, ale wybaczcie- brak czasu. PS. Wylatuję sobie 30 czerwca. Wiem,że nie będziecie tęsknić:P PS.Składać, życzenia Sebastianowi, ale już:P
|